Tandem to jest to!
Nareszcie! To właśnie w oryginale znaczy łacińskie słowo „tandem”. Tak więc nazwano dwuosobowy rower – widać ktoś się ucieszył, że wreszcie jadąc na rowerze będzie mógł z kimś porozmawiać, a i pedałować będzie lżej. Również uczestnicy szkolenia „Fundraising ma moc” mogli przekonać się, że fundraising o wiele lepiej działa, gdy nie jest się w tej pracy samemu.
Oto kilka dobrych powodów, by zawsze traktować fundraising jak sport zespołowy.
1. Gdy masz partnera, masz więcej motywacji. Jeśli trafiłeś na osobę pracowitą, pomysłową i uczciwą, to będziecie dzielić się pracą i zauważać szanse tam, gdzie w pojedynkę byś ich nie zobaczył.
2. Możecie podzielić się pracą, a z czasem każdy z was będzie specjalistą w innej dziedzinie. Ideał to mieć w dziale fundraisingu chociaż 4 osoby: od grantów, od współpracy z biznesem, od darczyńców indywidualnych i od podtrzymywania relacji z darczyńcami (podziękowania, telefony, maile i inne zadania cykliczne). Taki zespół jest wszechstronny i zawsze osiąga o wiele lepsze wyniki, niż gdy każdy robi wszystko.
3. Gdy chodzicie na spotkania, dwuosobowa delegacja zawsze wygląda poważniej i rosną szansę na porozumienie. A na dodatek, nie każdy znajduje wspólny język z każdym darczyńcą, więc idąc we dwójkę macie dwie szanse, że się polubicie z nowo poznaną osobą.
4. Pracując z partnerem masz z kim skonsultować nowe pomysły, masz obok siebie doradcę, który powie ci, jak rzeczy wyglądają z innego punktu widzenia. Dzięki temu łatwiej planować, analizować i kreować nowe rozwiązania.
5. Gdy zachorujesz lub odpoczywasz na urlopie, nie przepadają umówione spotkania i ma kto odebrać telefon, a ty spokojnie wracasz do sił.
6. Jesteście dla siebie oparciem w kryzysach, łatwiej unikacie wypalenia, a praca daje wam więcej radości.
7. Gdy ktoś odchodzi do innej pracy lub na emeryturę, jego relacje i działania są kontynuowane przez kolegów, wieloletni dorobek i cenny kapitał organizacji nie przepada. Najgorzej, gdy odchodzi jedyna osoba i wszystko trzeba zaczynać od zera – to naprawdę frustrujące, a można tego uniknąć.
Żaden fundraiser nie powinien pracować samotnie dłużej niż pół roku, góra rok. Jeśli relacje z darczyńcami są dobrze prowadzone, a fundraising przynosi dobre wyniki, to zawsze da się wygospodarować fundusze na zatrudnienie kolejnej osoby.
Zarządy często chcą wydawać wszystkie otrzymane od darczyńców pieniądze , ale mądrość nakazuje najpierw zbudować stabilny zespół, który będzie odporny na kryzysy i przyniesie o wiele więcej pieniędzy niż ktokolwiek w pojedynkę. Warto przyjrzeć się organizacjom amerykańskim, czy brytyjskim, w których istnieją nawet stuosobowe działy fundraisingu.
Także w Polsce mamy już co najmniej kilka zespołów zatrudniających kilka, kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt osób zajmujących się wyłącznie pozyskiwaniem i utrzymaniem darczyńców. One także zaczynały kiedyś od jednego fundraisera, ale teraz są znane i podziwiane dzięki odważnym inwestycjom i dobremu zarządzaniu.
Życzymy fundraiserom i prezesom, którzy uczyli się zdobywania funduszy na kursie „Fundraising ma moc”, by umieli zbudować w swoich organizacjach takie właśnie zespoły, bo wtedy przekonają się, że tytuł tego szkolenia to szczera prawda!
